Najlepsza rzecz, jaką widzialam od BARDZO dawna! :D
Anio
12 maja 2010
2 stycznia 2010
Nowo
W Nowy Rok wkroczyłam bardzo dobrze, w moim odczuciu. Z przyjaciółmi, ze śmiechem, w dobrym towarzystwie i naprawdę wierzę, że ten rok będzie mój XD
Wszystko przypieczętowałam wieczornym wyjazdem na Avatara w 3D. Obawiałam się, że tego nie przeżyję, ponieważ po projekcjach 3D, nawet krótkich, zawsze bolały mnie oczy, głowa i całe jestestwo. Ale tym razem było inaczej. I choć może fabuła nie jest zbyt ambitna, to warto iść, żeby zobaczyć ten przepiękny świat wykreowany przez grafików. Naprawdę można zapomnieć, że to wszystko powstało w komputerze. Niezwykła realność, choć czasem pomysły ocierają się o kicz. Wiele osób zarzuca temu filmowi brak przesłania, lub jego słabość. Cóż, dla każdego myślę może ona być o czym innym. Dla jednych apelem ekologicznym, dla innych antywojennym, dla innych jest opowieścią o miłości ponad wszystko i spełnianiu swoich marzeń.
W każdym razie polecam! Na pewno w 3D. Opłaca się przeżyć to piękne widowisko i oderwać się na chwilę od rzeczywistości. Wejść w puszczę Pandory i po prostu wczuć się w jej klimat.
Wszystkiego naj w 2010! :)
Wszystko przypieczętowałam wieczornym wyjazdem na Avatara w 3D. Obawiałam się, że tego nie przeżyję, ponieważ po projekcjach 3D, nawet krótkich, zawsze bolały mnie oczy, głowa i całe jestestwo. Ale tym razem było inaczej. I choć może fabuła nie jest zbyt ambitna, to warto iść, żeby zobaczyć ten przepiękny świat wykreowany przez grafików. Naprawdę można zapomnieć, że to wszystko powstało w komputerze. Niezwykła realność, choć czasem pomysły ocierają się o kicz. Wiele osób zarzuca temu filmowi brak przesłania, lub jego słabość. Cóż, dla każdego myślę może ona być o czym innym. Dla jednych apelem ekologicznym, dla innych antywojennym, dla innych jest opowieścią o miłości ponad wszystko i spełnianiu swoich marzeń.
W każdym razie polecam! Na pewno w 3D. Opłaca się przeżyć to piękne widowisko i oderwać się na chwilę od rzeczywistości. Wejść w puszczę Pandory i po prostu wczuć się w jej klimat.
Wszystkiego naj w 2010! :)
19 grudnia 2009
Po pas w śniegu
Środowy spektakl i warsztaty udały się znakomicie. Biorąc pod uwagę stan, w jakim znajdowała się grupa na porannej próbie jestem zachwycona! Byłam pełna wątpliwości, czy dadzą radę, ale zarówno aktorzy, jak i publika byli rewelacyjni. Nie spodziewałam się takiego odzewu ze strony młodzieży i chęci współpracy. A ich inwencja i odwaga… No cud, miód i rodzynki. Także same pozytywy. Moje zdjęcia też prezentowały się nieźle, jeśli wziąć pod uwagę, jak niewiele czasu miałam, by je zrobić. Mam nadzieję, że grupa postanowi nadal współpracować i wystawiać dla młodzieży, bo moim zdaniem odwaliliśmy kawał dobrej roboty :D Poznałam fajnych ludzi i dobrze spędziłam czas. Rozwijająco. Wielkie podziękowania i oklaski dla naszych opiekunek i prowadzących grupę - Ani i Karoliny.
Pogoda jest moim zdaniem piękna, choć pociągi nie chcą kursować, a nos odpada od mrozu. Ale to jest to, co paradoksalnie kocham w naszym polskim klimacie - ciągłe zmiany. Tylko te prognozy, zapowiadające mokre święta wcale mi nie odpowiadają.
Połowa roku akademickiego zbliża się wielkimi krokami. Muszę przyznać, że z niemałym zaskoczeniem stwierdzam, że wcale nie mam dosyć moich studiów i nadal uważam, że są genialne, choć jestem już nieco zmęczona. A to i tak o wiele później, niż w liceum, kiedy miałam dosyć po pierwszym miesiącu... Dlatego właśnie mam powód, żeby uśmiechać się do swojego odbicia rano. A nawet wiele.
Żal mi tylko, że nie wyląduję na Sylwestra w Sopocie u mojej Miśki, ale to już niestety siła wyższa. Być może majówka w tymże cudnym mieście jest lepszym pomysłem :) Teraz knujemy, co zrobić ze sobą na miejscu.
Mam nadzieję i ciche przeczucie, że 2010 będzie pięknym rokiem. A nadchodzące święta - bardziej magiczne, od wszystkich pozostałych, jakie pamiętam.
Pogoda jest moim zdaniem piękna, choć pociągi nie chcą kursować, a nos odpada od mrozu. Ale to jest to, co paradoksalnie kocham w naszym polskim klimacie - ciągłe zmiany. Tylko te prognozy, zapowiadające mokre święta wcale mi nie odpowiadają.
Połowa roku akademickiego zbliża się wielkimi krokami. Muszę przyznać, że z niemałym zaskoczeniem stwierdzam, że wcale nie mam dosyć moich studiów i nadal uważam, że są genialne, choć jestem już nieco zmęczona. A to i tak o wiele później, niż w liceum, kiedy miałam dosyć po pierwszym miesiącu... Dlatego właśnie mam powód, żeby uśmiechać się do swojego odbicia rano. A nawet wiele.
Żal mi tylko, że nie wyląduję na Sylwestra w Sopocie u mojej Miśki, ale to już niestety siła wyższa. Być może majówka w tymże cudnym mieście jest lepszym pomysłem :) Teraz knujemy, co zrobić ze sobą na miejscu.
Mam nadzieję i ciche przeczucie, że 2010 będzie pięknym rokiem. A nadchodzące święta - bardziej magiczne, od wszystkich pozostałych, jakie pamiętam.
Etykiety:
ambicje :P,
fotografia,
przyjaciele,
studia,
teatr,
wszystko i nic,
wydarzenie
7 grudnia 2009
Plan wdrożony
W końcu mam poczucie, że coś ze sobą zrobiłam! Kurs na wychowacę zakończony pomyślnie :D Mam świstek i nie zawaham się go użyć w najbliższe wakacje. Co prawda na pierwszy wyjazd planuję być jedynie wolontariuszem, wspierajacym któregoś z wychowawców, ale czuję się pełna zapału. Nie ryzykowałabym brania pod opiekę jakiejkolwiek grupy wiekowej na pierwszy ogień. Dlatego teraz, powoli, będę rozglądać się za kimś znajomym, kto mnie ze sobą zabierze.Kurs berzo dobry. Przynajmniej takie są moje odczucia. Chociaż zbyt skondensowany. Za dużo godzin siedzenia na tyłku. W niedzielę wieczorem byłam tak obolała, że marzyłam tylko o tym, żeby leżeć i się nie ruszać. Ale prowadzący niesamowici. Tak ciepli i wyluzowani ludzie, że trudno było się nudzić, słuchając ich. Oczywiście jeżeli choć trochę było się zainteresowanym tematem. Polecam z całego serca - oto strona.
Poza tym znalazłam ciekawy portal z konkursami internetowymi. Myślę, że warto zajrzeć :)
Z ciekawszych przeżyć zaangażowałam się w projekt stowarzyszenia teatralnego "Stop-klatka" i na połowę grudnia przygotowujemy spektakl o dylematach miłosnych młodych ludzi. Nie chwaląc się częściowo oparty na propozycji mojej i Macieja, co do scenariusza, czyli relacje internetowe. Mam nadzieję, że wszystko się uda, najbliższa próba już w piątek, więc się przekonam :) Oczywiście robię zdjęcia :D
Przeczytałam również dwie niezwykle wciagajace książki, więc polecam - "Kwiaty dla Algernona" - fantastyka, ale głęboko psychologiczna i mądra oraz "Kraina Chichów", której nie potrafię jednoznacznie zaklasyfikować, ale połknęłam ją na raz. Poza tym polecam polski film "Rewers", jeśli ktoś ma wisielcze poczucie humoru. Ja mam i jestem zachwycona. W ogóle realizacja, klimat, muzyka, gra... no wszystko mi się podobało i zachęcam gorąco! Odzyskałam nieco wiary w nasze współczesne kino, choć film wzbudza wiele kontrowersji tzn. od "rewelacja" do "kompletne dno", raczej nic po środku. Nie wiem, z czego to wynika. Może z nastawienia widza, może z poczucia humoru, może z estetyki, a może ze znajomości, lub nieznajomości choć odrobiny historii kina i technik kręcenia. Nie wiem, nie wiem, nie wiem...
Chwilowo to tyle, powracam do życia pośród notatek i książek.
Etykiety:
ambicje :P,
film,
fotografia,
książka,
studia,
teatr,
wszystko i nic,
wydarzenie
17 listopada 2009
Z indeksem
Jestem pod wrażeniem tego, jak wiele sprzeczności ma w sobie życie studenta. Z jednej strony mam krocie wolnego czasu, z drugiej uczę się o wiele więcej, niż kiedykolwiek wcześniej. Z jednej strony siedzę całe wieczory przed laptopem i książkami, z drugiej nie narzekam wreszcie na brak czasu na spotkania z przyjaciółmi.
Obawiałam się, że będzie o wiele gorzej. Trudniej. Nie jest. Tylko nie chce mi się jeździć taki kawał. I plan zajęć, który zachwycał mnie na początku robi się męczący i niewygodny. Jednak niezmiennie jestem zadowolona ze swoich studiów i nie mam zamiaru zamieniać je na inne :)
I jak zmienia się podejście do edukacji, kiedy wiem, że nie muszę, tylko chcę. W końcu uczenie się zaczęło mi sprawiać przyjemność i odkrywam w sobie pokłady chęci do pracy i ambicji. Zaczynam od kursu na wychowawcę kolonijnego na początku grudnia. W planach - kurs na dietetyka, wizażystkę, kucharza garmażera i florystyki. I do tego wszystkiego chcę zacząć uczyć się z kursów przynajmniej podstaw hiszpańskiego i greckiego.
Życzę sobie powodzenia :P
Obawiałam się, że będzie o wiele gorzej. Trudniej. Nie jest. Tylko nie chce mi się jeździć taki kawał. I plan zajęć, który zachwycał mnie na początku robi się męczący i niewygodny. Jednak niezmiennie jestem zadowolona ze swoich studiów i nie mam zamiaru zamieniać je na inne :)
I jak zmienia się podejście do edukacji, kiedy wiem, że nie muszę, tylko chcę. W końcu uczenie się zaczęło mi sprawiać przyjemność i odkrywam w sobie pokłady chęci do pracy i ambicji. Zaczynam od kursu na wychowawcę kolonijnego na początku grudnia. W planach - kurs na dietetyka, wizażystkę, kucharza garmażera i florystyki. I do tego wszystkiego chcę zacząć uczyć się z kursów przynajmniej podstaw hiszpańskiego i greckiego.
Życzę sobie powodzenia :P
3 października 2009
Ostatni Rock Piątek
Ostatni już Rock Piątek, szkoda, że pierwszy, na którym w ogóle byłam... Chłopaki grają nieźle, nie wiedziałam, że nasza rodzima scena muzyczna jest aż na takim poziomie :) Z naszych okolic występowali: Killing Silence (największa frekwencja), Asspirine i M.O.R.O.N. (najmocniejsze granie)
Spotkało się z przyjaciółmi, porobiło się zdjęcia.
jest się zadowolonym
Spotkało się z przyjaciółmi, porobiło się zdjęcia.
jest się zadowolonym
28 sierpnia 2009
Fart
Nakręciłam się na film "Brzydka Prawda". Gdyby nie fakt, że gra w nim Gerry, do którego mam słabość, pewnie bym nawet nie zwróciła na niego uwagi, ani nie obejrzała zwastunu. Ale skoro już go obejrzałam i poplakałam się ze śmiechu stwierdziłam, że muszę iść. Żywię naiwną nadzieję, że nie będzie to szablonowa komedia romantyczna, aczkolwiek pewnie tak właśnie się stanie.Mimo to podzieliłam się swoją nadzieją z redakcją filmweb'u w konkursie o darmowe bilety na przedpremierowy pokaz i co? I wygrałam. Pierwszy raz w życiu mi się udało. Gorzej tylko z odbiorem o określonej godzinie w określonym miejscu w Warszawie, ale jakoś się to zrobi...
Nie spodziewałam się, że jednak będę miała z tego portalu jakiś pożytek poza ustaleniem co i kiedy oglądam w telewizji.
A jednak.
17 sierpnia 2009
Cud nad Wisłą - festyn wołomiński
Jak zwykle byłam na wieczornym koncercie. To podchodzi już pod rytuał. Chociaż tym razem byłam bardziej nastawiona na występ lokalnych muzyków, niż gawizdy wieczoru. Chociaż w sumie ostatnio na gwiazdę byłam nastawiona kiedy grała Maryla Rodowicz, a kiedy to było już ciężko mi sobie przypomnieć...
W każdym razie jestem pod wrażeniem występu chłopaków z Killing Silence. Obawiałam się, że usłyszę oklepane 4 kawałki, które można dopaść w necie, ale byłam mile zaskoczona nowymi utworami - trochę ballad, trochę mocniejszych kawałków. Żałuję, że miałam taką długą przerwę w ich koncertach, bo naprawdę sprawiają mi przyjemność, także czekam z niecierpliwością na następny występ w okolicy :)
A Piasek... cóż, pozytywnie mnie zaskoczył, jeśli chodzi o robienie show. Ma dobry kontakt z publicznością, nie robi kichy śpiewając na żywo, a z paczką przyjaciół można nieźle się powygłupiać, więc ludzie w najbliższym sąsiedztwie patrzyli na nas jak na niespełna rozumu, ale tak nam się podobało skakanie i wrzeszczenie, że nie zwracałyśmy na to większej uwagi. No i łatwiej było zrobić sobie trochę więcej miejsca w tym tłumie.
W każdym razie jestem pod wrażeniem występu chłopaków z Killing Silence. Obawiałam się, że usłyszę oklepane 4 kawałki, które można dopaść w necie, ale byłam mile zaskoczona nowymi utworami - trochę ballad, trochę mocniejszych kawałków. Żałuję, że miałam taką długą przerwę w ich koncertach, bo naprawdę sprawiają mi przyjemność, także czekam z niecierpliwością na następny występ w okolicy :)
A Piasek... cóż, pozytywnie mnie zaskoczył, jeśli chodzi o robienie show. Ma dobry kontakt z publicznością, nie robi kichy śpiewając na żywo, a z paczką przyjaciół można nieźle się powygłupiać, więc ludzie w najbliższym sąsiedztwie patrzyli na nas jak na niespełna rozumu, ale tak nam się podobało skakanie i wrzeszczenie, że nie zwracałyśmy na to większej uwagi. No i łatwiej było zrobić sobie trochę więcej miejsca w tym tłumie.
Etykiety:
impreza,
muzyka,
przyjaciele,
relaks,
Wołomin,
wydarzenie
13 sierpnia 2009
Zaległości
Nadrabiam, nadrabiam. Po genialnym zakupie na allegro przeczytałam "V for Vendetta" w oryginale, bo po polsku niestety nie uświadczysz pierwszego tomu. Moje przypuszczenia się sprawdziły - film podobał mi się bardziej, bo pierwszego go widziałam. To niedawno odkryta przeze mnie zależność i bardzo męcząca, ponieważ trudno się zdecydować, co wybrać pierwsze - film, czy książkę. Wyjątkiem tu chyba będzie "Upiór", ale w zasadzie filmu, który widziałam nie traktuję jak ekranizację, dlatego nie przeszkadzają mi tak duże rozbieżności. Dalej nadrobiłam Gilberta Grape'a. Aż wstyd, że dopiero teraz go obejrzałam, ale film jest bardzo dobry i polecam każdemu, a wręcz zmuszam do obejrzenia. DiCaprio zyskał mój szacunek za rolę w tym filmie. Tego samego dnia wieczorem dopadłam film "Benny and Joon". Kiedyś, wieczorem, widziałam końcówkę na Ale kino! i zainteresował mnie ze względu na ciekawą kreację młodego Deppa. Nie zawiodłam się - film jest prześliczny, pełen ciepła i humoru - dawno na żadnym filmie tak się nie śmiałam, więc jeśli ktoś ma możliwość - pozycja obowiązkowa, choć trudno ją dostać na naszym rynku. Już poluję na oryginał na eBay. (oczywiście wychodzi 2 razy taniej z przesyłką, niż kupowany w Polsce... Nie pojmuję tego fenomenu).
Dalej nadrabiam Władcę Pierścieni - brnę przez "Dwie wieże". Kiepsko mi się czyta, ale coś każe mi brnąć dalej. Jak już rozszyfruję, co to takiego, to się będę cieszyć. Wiele jeszcze przede mną do nadrobienia.
Żałuję, że nie zostaliśmy dłużej w Zwierzyńcu na Letniej Akademii Filmowej, bo były na prawdę ciekawe pozycje do obejrzenia, jak choćby Blueberry Nights, na które chorobliwie chciałam iść do kina i oczywiście mi się to nie udało...
Wakacje mi się dłużą, mogłabym już iść na studia... A do tego pokrzyżowały nam się plany wyjazdowe do Chorwacji z biura turystycznego. Na szczęście koleżanka mnie poratowała - jedziemy z Politechniki w wyjątkowo paskudnym terminie 21.09-2.10. Opuszczę inaugurację roku akademickiego i pierwsze zajęcia, ale cóż... Chorwacja na mnie czeka :D
29 lipca 2009
Półmetek
To jest nie do uwierzenia, jak długo można stać w kolejce do składania papierów na studia. Na widok kolejki myślałam, że zasłabnę, ale poszło dosyć szybko, na szczęście… Po czasie dowiedziałam się również, że udało mi się dostać na slawistykę (UW) i prace socjalną, na tejże uczelni, jednakowoż przegapiłam termin składnia dokumentów. Z resztą i tak na slawistyce nie otwierali chorwackiego, więc mam ich głęboko. Teraz zastanawiam się, czy na 2 rok nie przenieść się na weterynarię (dobre oceny na 1 roku zoo powinny mi to zapewnić) jednak najpierw musze zobaczyć, jak sprawdzam się jako studentka. I przy jakim stężeniu krwi i otwartych złamań będę mdleć, a przy ilu uśpionych zwierzętach dziennie wpadnę w histerię. Dosyć o studiowaniu.W niedzielę przypadały moje zacne imieniny, więc zebrałam grupę przyjaciół i wybraliśmy się na działkę. Niezapomniane wrażenia, nie tylko z powodu ciągłych interwencji sąsiada z naprzeciwka… Było przewspaniale, najlepsza impreza, na jakiej byłam, co dziwne - moja własna. W dzień poker, wieczorem ognisko i gitara, w nocy tańce. Żyć nie umierać.
Wczoraj natomiast zagościłam w kinie na nowym Potterze. Pomijając fakt, że 6 i 7 część są tymi, których najbardziej nie lubię, to film… Rozczarował mnie na wielu płaszczyznach – zdjęcia, scenariusz (sic!), muzyka… Tylko gra aktorska była dobra, Rickman i Felton jak zwykle zwalili mnie z fotela. Ach, te czarne charaktery… Ale nie polecam za bardzo, spodziewałam się czegoś o wiele lepszego po zwiastunach.
Etykiety:
film,
impreza,
przyjaciele,
relaks,
szkoła,
uroczystość,
wakacje
Subskrybuj:
Posty (Atom)